wtorek, 26 stycznia 2010

W myślach moich tulę Cię w ramionach każdej nocy zimnej i marzę o cieple Twojego ciała... To wszystko jest tak cholernie trudne! Życie w samotności nie ma sensu, na śmierć nie ma odwagi... Tylko nadzieja pozwala każdego ranka wstać z łóżka. Ale wiecznie powraca pytanie co będzie? Ile jeszcze mam sił? Upadłam na samo dno rozpaczy i bólu. Nie jestem w stanie z nikim rozmawiać. Zamknęłam drzwi na cztery spusty, wyciągnęłam wtyczkę od telefonu, wyłączyłam komórkę... Nie martw się jednak. Upadałam tysiąckroć i tysiąckroć się dźwigałam w samotności. Wrócę do świata gdy odbiję się od dna. Teraz zbyt wiele złego dzieje się we mnie. Tylko ciszy pragnę. Słowa już na nic. Wypłakałam wszystkie...

środa, 20 stycznia 2010

Czuję się coraz bardziej samotna. Powoli przestaję sobie z tym radzić. Najgorsze są wieczory, a teraz tak wcześnie robi się ciemno... Z drugiej strony jednak boję się kogoś poznać. Znów zaangażowanie, szaleństwo, nadzieje a potem okaże się, że to kolejny zawód... Jestem pełna sprzeczności, ale gdy myślę o kolejnych cierpieniach, które mogą się pojawić zamykam szczelnie moją skorupkę... Dla mnie liczy się tylko jedno. Porozumienie dusz. To jedyne w swoim rodzaju zrozumienie bez słów, to ciepło bijące z oczu drugiego człowieka... Wiem, że to nie są mrzonki.
Jak mam Cię znaleźć? Gdzie szukać? Tak bardzo chciałabym dotykać myśli Twoich i czuć ciepło dłoni...

czwartek, 14 stycznia 2010

Przyszedłeś dziś do mnie dotykiem myśli. Między jednym łykiem kawy, a drugim, czytam scenariusz Twojej realności, bym mogła Cię odnaleźć w tłumie codziennych zdarzeń.
Z torbą przewieszoną przez ramię, w rytmie kroków odbijających się od pośpiechu, gonisz niknący już za drzwiami czas. Rozmazanym za szybą krajobrazem, mierzysz przebytą odległość. Ścigasz się z czasem, obładowany odpowiedzialnością, z kieszeniami wypełnionymi ludzkimi zachowaniami, z myślami podzielonymi między tu i tam.
Zatrzymany na słowa tak dobrze znane, na dotyk mocniejszy niż przysięga, odnajdujesz spokój, niecierpliwość, zasłuchanie... Każdy pragnie miłości, choć nie każdy się do tego przyznaje. Miłości, która wyostrza zmysły, która zrzuca ubranie już w przedpokoju, która wchodzi gwałtownością i niecierpliwością oczekiwania. Miłości, która je kolację i budzi się, obok, gdy dotykasz prawej strony pościeli. Miłości za zamkniętymi i otwartymi drzwiami. Miłości w blasku świec, w pełnym świetle i czerni nocy. Miłości jak z wielkiego ekranu, gdzie on nie potrafi bez niej, a ona biegnie mu na spotkanie w niebieskiej sukience. Miłości z motylami, skurczem serca i suchością warg. Miłości wilgotnej z pożądania, szalonej z fantazji, odurzonej feromonami szczęścia. Każdy pragnie miłości, choć nie każdy się do tego przyznaje. Mówią, że na samym końcu wszystkich końców bardziej jednak żałuje się tego, czego się nie zrobiło, nie poczuło. Mówią, że opłakuje się tych, których nie miało się odwagi dotknąć, przytulić, pokochać...Z nut powstaje muzyka, a z chwil całe życie...Magiczne...Więc cieszmy się nim i dostrzegajmy ciepło chwil...


Ps."Człowiek uważny na dzień, w którym żyje, bez trudu odkrywa magiczną chwilę. Może być ona ukryta w tej porannej porze, kiedy przekręcamy klucz w zamku, w przestrzeni ciszy, która zapada po wieczerzy, w tysiącach i jednej rzeczy, które wydają się nam takie same. Ten moment istnieje naprawdę, to chwila, w której spływa na nas cała siła gwiazd i pozwala nam czynić cuda." /"Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam" P. Coelho

niedziela, 10 stycznia 2010

Przyznaję się! Szukam tak by nie znaleźć! Pragnę bliskości a jednocześnie się jej boję. Szukam, a gdy znajduję uciekam! Ciągle mam w pamięci postać Gio`. Gdy zamykam oczy widzę Jego spojrzenie... Jego ciepłe spojrzenie pełne miłości... Jego dłoń gładzącą mój policzek, jego żartobliwe podmuchiwanie w moją grzywkę, Jego zwariowany taniec, gdy udało mu się namówić mnie do jakiegoś szaleństwa... Pielęgnuję te wspomnienia, strzegę ich jak największego skarbu... Być może za bardzo...
Jestem obecna na kilku portalach. Zapisałam się tam z nadzieją by kogoś poznać. Oczywiście pierwsza nigdy nie napiszę. Czekam... Oni piszą. Różni... Obsypują miłymi słowami, są uprzejmi zazwyczaj i sympatyczni... Chcą się spotkać. Dla mnie kończy się na pisaniu. Nie mam chęci...
Zdaża mi się dość często w ostatnich czasach (kiedyś nigdy się nie zdażało), że zaczepiają mnie na ulicy. Chcą zaprosić na kawę. Zawsze odmawiam... Każdego napotkanego mężczyznę porównuję z Gio`... Wiem, że to błąd. Wiem! Ale nie potrafię inaczej... Zdaję sobie sprawę, że nie ma ideałów, ale On właśnie był moim ideałem... Poza Nim nie wierzę innym mężczyznom! Zbyt wiele było kłamstw, niedomówień i oszustw... Zaczęłam chodzić na terapię by uporządkować swoje wnętrze. I wiecie co się stało? Mam teraz w sobie jeszcze większy bałągan! Zdałam sobie właśnie sprawę, że ja właściwie się nie znam! Wreszcie pojęłam, że moje złe zaprogramowanie i wieczny niedosyt miłości mają swe korzenie w konkretnych wydarzeniach z odległej przeszłości! Czy jestem w stanie to zmienić? Czy potrafię się naprawić? Czy kiedykolwiek jeszcze będę umiała kochać i zaufać? Czy spotkam kiedyś kogoś, kto będzie miał cierpliwość by mnie poznać, czy będzie miał wrażliwość by dostrzec co jest we mnie a ja mu na to pozwolę? Nie chcę myśleć, że miłość prawdziwa zdaża się tylko raz w życiu... Potrzebuję nadziei!!!