czwartek, 31 grudnia 2009


Hm... Dziś ostatni dzień roku... Nie wiem, czy jest sens obiecać sobie coś z okazji tego Nowego, który przyjdzie jutro... Bilans za obecny nienajlepszy... Ogólnie straty... Masę błędnych decyzji, niewłaściwych znajomości, utraconych przyjaźni... i nadziei... Sporo przegranych bitew, kilka poddanych walkowerem...
Jaki będzie ten Nowy? Czy przyniesie choć okruchy szczęścia? Choć delikatny powiew czułości i ciepła? Nie! Nic nie zakładam, nic sobie nie obiecuję! Fajek też nie chcę rzucić! Chudnąć już nie mam raczej z czego :-))) Poczekam co przyniesie każdy kolejny dzień... Może doczekam się księcia z bajki, choć na szukanie sił już brak! ;-)

środa, 30 grudnia 2009

Jakoś zdążyłam na to lotnisko. o 19-tej byliśmy już w Łodzi. Później było kila dni bieganiny, zwiedzania, dyskusji i wszystko wróciło do "normy" :-) On pojechał a ja zostałam znów ze znakiem zapytania w stylu "jak można świadomie wybrać samotność? Życie bez bliskości drugiego człowieka, bez gestów dnia codziennego, uśmiechów, wspólnych radości, smutków?" Ja tak nie umiem mimo, że od lat staram sama siebie przekonać, że to możliwe! A On? Nie widzi innej opcji! Które z nas jest niewłaściwie zaprogramowane?

sobota, 26 grudnia 2009

Cholera! Zaspałam! Za 15 minut mam pociąg! Autko mi umarło! Muszę lecieć do Wawy. Przylatuje mój stary kumpel Cristofer. nie widzieliśmy się 2 lata. Trochę szkoda, że o tej porze roku przyjeżdża, bo teraz jest tu brzydko i szaro, ale trudno. Coś wymyślę! Bedzie chociaż czas by po gadać jak za starych dobrych czasów. Cris jest przeciwnikiem związków. Ma 45 lat i całe życie jest sam. Swoją drogą nie rozumiem takich ludzi, ale przecież każdy ma swoje pomysły na zycie... Żadnej żony, żadnych dzieci! Dreszczy dostaje na samą myśl, że mógłby zależeć od kogoś. Wolność! To jego dewiza na życie :-) Za każdym razem gdy rozmawimy przez telefon dopytuje się czy abym na pewno nie wpakowała się w jakiś związek. Mówi: "kobieto! Wyluzuj, odpuść sobie! Związki nie są dla Ciebie! Masz juz za sobą tego typu układ! I co Ci to dało?"
Co mi to dało... Co za pytanie..?

czwartek, 24 grudnia 2009



Wigilia

Nie mam siły zrobić jednego gestu. Leżę i patrzę w sufit. Poszłam na trochę do matki, ale szybko musiałam uciec, bo zwyczajnie nie miałam siły tkwić z tym durnym, udawanym uśmiechem na ustach!  Leżę teraz i rozmyślam... Pozapalałam świece w całym domu... Jodłowe gałązki pachną cudnie... Seweryn Krajewski śpiewa w kółko moją ukochaną kolędę. Patrzę na te ciepłe płomyczki. Smucę się. płaczę, cierpię i... tęsknię... Tęsknię za świętami, gdy byłam małą dziewczynką i miałam przy sobie jedynego mężczyznę, który kiedykolwiek mnie kochał i rozumiał. Mojego tatę... To już czwarte święta bez Niego a mnie ciągle wydaje się, że za chwile stanie w progu i uśmiechnie się do mnie... Przez lat kilka był także ON. Też stawał w progu i uśmiechal się czule, ale tylko na początku. Później nie było już uśmiechów i czułości tylko słowa i czyny, które cięły jak szkło...

Myślę... Zastanawiam się czy jeszcze choć raz w życiu będę miała święta. Choć raz jeszcze... Czy choć raz jeszcze poczuję ciepło dłoni i spojrzenia kogoś, dla kogo będę najważniejsza na świecie...

Myślę też o zmarnowanych szansach, przegranym życiu, wiecznym niedosycie czułości, dystansie do ludzi, zawiedzionych nadziejach... Myślę o strachu dnia jutrzejszego. Myśle poco to wszystko? W jakim celu jestem tutaj, na tej ziemi???
Myśli, myśli, myśli......................... Dość!

środa, 23 grudnia 2009

Wieczór

Nadciąga tornado...
popołudnie

Kupiłam jemiołę! :-) Powiesiłam ją pod sufitem na środku pokoju, udekorowałam czerwonymi kokardkami... Jemioła... Symbol miłości i dostatku. Nie mam miłości ani dostatku... Zerkam teraz na nią i zastanawiam się dlaczego to zrobiłam? Przecież nie ma świąt! No nie ma, ale tak ładnie wygląda... Jakoś smutno znowu mi sie robi... To trudne dni... W ciągu roku nie odczuwam samotności. Najgorsze jeszcze przede mną. Najgorzej znoszę ostatni dzień w roku... Wszyscy gdzieś balują a ja siedze w domu, bo przecież bez pary nie można się nigdzie zahaczyć a ja nie popełnię więcej tego błędu by zabrać kogoś mało znanego lub małolubianego na imprezę sylwestrową (ani na żadną inną). Pewnie znowu posiedzimy z Aśką, wypijemy kilka butelek czerwonego, wytrawnego. Powspominamy dawne beztroskie czasy i będziemy podsycać w sobie nawzajem nadzieję, że ten nadchodzący rok przyniesie wreszcie miłość...

W ubiegłym roku zapakowałam walizkę i wyjechałam z dziećmi z Łodzi już 22go grudnia! Uciekłam przed świętami i Sylwestrem! Góry, śnieg, cisza... Po pólnocy wyszłam przed chatę. słychac było tylko wiatr świszczący między jodłami, gdzieś  w oddali kolorowe światła fajerwerów rozświetlały niebo... Wyłączyłam telefon - to tak na wszelki wypadek, gdyby komuś przypomniało się o mnie! :-) Stałam tam i wyłam jak idiotka... Poczułam się strasznie samotna. zastanawiałam się dlaczego jestem sama. Teraz juz znalazłam odpowiedź na to pytanie. Bo chyba już nie chcę, bo chyba strach zwycięża z potrzebą bliskości drugiego człowieka... Zbyt wiele ran, które mimo tego, że się zabliźniły nigdy nie znikną... Nie chcę nowych blizn... Nie mam siły wylizywać nowych ran... Poza tym może rzeczywiście mam zbyt wielkie wymagania... Ja też, tak jak Aśka muszę stwierdzić: tyle spotkań i nic... Ktoś może mi zarzucić, że widocznie nie wiem czego szukam! Ale ja wiem! Dokładnie wiem! Dlatego też podejrzewam, że nigdy nie znajdę... Choć w głębi serca bardzo tego pragnę...

Idę ubrać choinkę! Niech mój maluch ma radochę! Łóżka dzieci już wyglądają jak choinki! Pooplatane całe w kolorowe światełka! No, może i dziś zapalę ostatniego "nasennego" papierosa w domu! :-))
23 grudnia, rano

No tak... dopadła mnie znowu! Deprecha przedświąteczna. Kilka lat temu odwołałam święta. Wszystkie! Nie ma "normalnej" rodziny, to poco święta? Nie gotuję, nie szykuję, nawet okien nie umyłam! Strajk generalny! Matka dzwoniła. Znów truje byśmy przyszli do niej, i mój brat też. Czy oni nie mogą zostawić mnie choć raz w spokoju? Nie mam ochoty na żadne rodzinne zloty! Mam patrzeć jak wujowie obejmują czule ciotki, a kuzyni żony? Nie ma na to siły!Chcę przespać te cholerne święta! Źle mi się kojarzą! Wiem, wiem... są jeszcze dzieci.
"Ty cholerna egoistko! Znów rozczulasz się nad sobą, załamujesz ręce nad swoim losem, nie godzisz się z przeznaczeniem, ale co temu wszystkiemu są winne dzieci?! Rusz się i idź na tę kolację!"

wtorek, 22 grudnia 2009

22 grudnia, wieczór

Dzieci poszły spać. Wreszcie cisza i spokój. No i wygrana! mały śpi w swoim łóżeczku! Mogę zapalić papierosa nie wychodząc na dwór :-) Więc delektuję się tą moją trutką!
Aśka wpadła godzinę temu. Narzekała, że tyle spotkań i żadnego NORMALNEGO faceta! a ja na to, co to znaczy "normalny"? No i zaczęło się! ;-) Że zaradny, mądry, dowcipny, pracowity, inteligentny (bo oczywiście inteligencja nie ma nic wspólnego z mądrością), że szalony, zarabiający "normalne" pieniądze itp, itd. No jak Jej tak posłuchałam, to stwierdziłam, że rzeczywiście nie ma "normalnych facetów". :-) A może to my mamy za duże wymagania? No i w tym momencie wsadziłam kij w mrowisko! Asi nie zamykała się buzia przez następne piętnaście minut. Musiała mi wytłumaczyć, że jestem w błędzie. Że nasze wymagania są adekwatne do tego co dać z siebie możemy itd., itp. I tak jest za każdym razem gdy się spotkamy! Z tą tylko różnicą, że w tych dniach samotnej kobiecie dużo trudniej znieść samotność, a kiedy spotkają się dwie samotne, to sytuacja staje się nie do zniesienia i może zakończyć się katastrofą. Więć Asia popędziła do domu a ja siedzę i zastanawiam się czy choć któraś z nas będzie kiedyś szczęśliwa i co to na prawdę znaczy "być szczęśliwą". To określenie przecież dla każdego znaczy coś innego a i dla mnie samej zmieniło się na przestrzeni lat kilku. Często dopiero po czasie uświadamiałam sobie, że "wtedy" byłam szczęśliwa. Człowiek często nie zdaje sobie sprawy, że to właśnie TA chwila. Przechodzi obok niej z kamienną twarzą nie wysilając się nawet na wzruszenie ramion. Kiedy pojmie, że coś przeoczył, jest już za późno. Bo nie można się wrócić, nie można cofnąć czasu... Wystarczy na dziś. Trzeba iść spać. Dochodzi północ. Dobranoc mój Aniele Stróżu...
22 grudnia, popołudnie

Za dwa dni Wigilia... Znowu... Nie moge patrzeć na te zabiegane, szczęśliwe pary wychodzące ze sklepów obładowane paczkami! Co oni tak się szczerzą do siebie! Po co ja tu przyszłam? Chciałam się dobić? Każdego roku obiecuję sobie, że przed świętami nosa z domu nie wytknę! Mogłam poczekać jeszcze tydzień! Potem będzie normalnie i pusto. Ale nie! zachciało mi się nowych spodenek, to mam za swoje! O! Ci tutaj na przykład! Sączą kawę i świata poza sobą nie widzą! Koszmar! Wychodzę stąd! Poszukam jakiegoś mniejszego sklepiku na uboczu. Po co ja się pchałam do tej Manufaktury? No tak... Zapomniałabym! Mały napisa list do Mikołaja! Muszę pomóc staruszkowi, bo się nie wyrobi a i kasy pewnie mu nie starczy! :-) No to jeszcze przez kwadrans będę zaciskać zęby a potem biorę nogi za pas!